„Nadrozwój, polegający na nadmiernej rozporządzalności wszelkiego typu dobrami materialnymi na korzyść niektórych warstw społecznych, łatwo przemienia ludzi w niewolników „posiadania” i natychmiastowego zadowolenia, nie widzących pewnego horyzontu, jak tylko mnożenie dóbr już posiadanych lub stałe zastępowanie ich innymi, jeszcze doskonalszymi. Jest to tak zwana cywilizacja „spożycia” czy konsumizm, który niesie z sobą tyle „odpadków” i „rzeczy do wyrzucenia”. Posiadany przedmiot, zastąpiony innym, doskonalszym, zostaje odrzucany bez uświadomienia sobie jego ewentualnej trwałej wartości dla nas lub dla kogoś uboższego” – to słowa Jana Pawła II z encykliki społecznej  „Sollicitudo rei socialis” opublikowanej w 1987 roku.  

Przypomniałem sobie o nich przy okazji dyskusji wokół pierwszej niedzieli bez zakupów. „Cywilizacja spożycia” – świetny termin oddający szaleństwo naszych czasów. Spożycie ponad wszystko. Im więcej konsumujesz tym lepiej. Cywilizację spożycia zachwalają w telewizji narodowej i nienarodowej. W tej pierwszej chcą, żebyś konsumował tylko sześć dni w tygodniu, a w tej drugiej siedem. W obu, taki sam zmasowany atak reklam na twoje oczy i uszy. Masz spożywać bezustannie i za wszelką cenę. Jak nie konsumujesz to cię nie ma. A dlaczego masz tyle spożywać? Bo twoje spożycie napędza wzrost gospodarczy. A wzrost gospodarczy to większe PKB. A większe PKB to większy dobrobyt. Dla nas wszystkich, oczywiście. Jak o tym zapomnisz to ci eksperci od lewa do prawa przypomną.

Każdego roku w listopadzie, od 1992 roku, obchodzony jest międzynarodowy dzień bez kupowania, z angielskiego „Buy Nothing Day”. W ramach wydarzenia, organizowane są protesty przeciwko zbędnym zakupom i nadmiernej konsumpcji dóbr w krajach rozwiniętych. Pamiętam, jak na początku lat dwutysięcznych brałem udział w tych akcjach. Ludzie  patrzyli na nas jak na wariatów.

Czy coś się zmieniło po 15 latach? Mam wrażenie, że nadal niewiele  rozumiemy z tego co pisał Jan Paweł II: „Wszyscy z bliska obserwujemy smutne skutki tego ślepego poddania się czystej konsumpcji: przede wszystkim jakiś rażący materializm, przy równoczesnym radykalnym nienasyceniu; jest bowiem rzeczą łatwo zrozumiałą, że jeśli się nie jest uodpornionym na wszechobecną reklamę i nieustannie kuszące propozycje nabycia nowych produktów, wówczas im więcej się posiada, tym więcej się pożąda, podczas gdy najgłębsze pragnienia pozostają niezaspokojone, a może nawet zagłuszone.”

 

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru „TS” (12/2018) do kupienia w wersji cyfrowej na stronie „Tygodnika Solidarność”.