Rząd przyjął Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, tzw. plan Morawieckiego. Rok 2016 upłynął na konsultacjach społecznych projektu. Uczestnicząc w jednej z konferencji konsultacyjnych w Ministerstwie Rozwoju, zadałem pytanie: ile razy na 298 stronach projektu strategii pojawia się termin „rada pracowników”? Odpowiedź: ani razu. W planie przyjętym po konsultacjach rad pracowników nie ma. Dziwne, bo wicepremier Morawiecki podkreśla, że wiodącą zasadą strategii jest zrównoważony rozwój całego kraju w wymiarze gospodarczym, społecznym, środowiskowym i terytorialnym.

Rada pracowników to instytucja dialogu społecznego. Jej działanie reguluje ustawa o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji z 2006 r. Obejmowała 33 038 firm zatrudniających co najmniej 50 osób. Świętej pamięci senator Romaszewski mówił, że: „Rady pracowników są elementem społeczeństwa obywatelskiego”, a o ustawie: „Jest to ustawa w jakiś sposób przełomowa, zaczynająca zupełnie nowy okres w dziejach stosunków między pracownikami i pracodawcami”. Niestety przez ostatnie dziesięć lat rady się zwijały – w 2015 r. istniały one tylko w 528 firmach. A szkoda, bo jak wynika z doświadczeń Centrum Wspierania Rad Pracowników, rada w firmie to szansa na… odpowiedzialny rozwój. Rada daje pracownikom podmiotowość, a pracodawcy – partnera do rozmów. Głos rady jest doradczy. Zarządy zyskują cenne źródło wiedzy, co jest szczególnie ważne we współczesnej, innowacyjnej i cechującej się szybkimi zmianami gospodarce. Do dziś pamiętam, jak na jednym ze szkoleń, które prowadziłem dla firmy zatrudniającej 9 tys. osób, członek rady zgłosił rozwiązanie usterki w programie do obsługi klientów. Bez uczestnictwa pracowników w zarządzaniu nie mamy szans na zbudowanie konkurencyjnej gospodarki. I silnego państwa interesu.

Rafał Górski

Artykuł jest dostępny na stronie internetowej „Tygodnika Wprost”.