„Rafał Górski z Instytutu Spraw Obywatelskich mówi w rozmowie z „Wyborczą”, że bez sygnału od rządu wielu lokalnych urzędników nie zdecyduje się na zmiany. O mobilizację w otwieraniu przewozów apelował m.in. do Ministerstwa Edukacji Narodowej (obowiązek prowadzenia przewozów szkolnych wynika z ustawy o systemie oświaty) i Ministerstwa Infrastruktury.

„Zamknięta forma komunikacji szkolnej zwiększa wykluczenie społeczne, szczególnie osób z grup defaworyzowanych, m.in. matki z dziećmi, osoby o niższych kwalifikacjach zawodowych czy też z grupy 50+ oraz tych, którzy nie posiadają i nie chcą posiadać samochodu” – pisał w liście.

W odpowiedzi od MEN przeczytał, że pomysł „nie wydaje się godny uwzględnienia” i że „nie jest wskazane dokonywanie jakichkolwiek zmian w systemie organizacji transportu do przedszkoli i szkół”.

Górski zaznacza, że otwieranie przewozów szkolnych nie jest docelowym sposobem na likwidację białych plam transportowych. Ale w niektórych gminach to szansa, by ulżyć mieszkańcom. – Mieszkańcy muszą czasem wstawać o godz. 3 albo 4 rano, żeby wsiąść w jedyny autobus do pracy. Część musi wynajmować pokoje niedaleko miejsc pracy po likwidacji linii autobusowych – mówi.”

http://wyborcza.pl/7,155287,23107146,mieszkancy-miasteczek-…