Jak się siedzi w domu, nie ma się żadnych dochodów, nie ma się tej emerytury, tego co mają wszyscy, co pracują – opłaconej składki. Nie mamy nic. My jesteśmy wolne elektrony. Jak nam mąż da kieszonkowe na własne potrzeby, to mamy, jeśli nie, no to nie mamy. Nie mamy kont. Nie mamy praktycznie nic.” To fragment raportu „Kobiety pracujące w domu o sobie”, który przygotowaliśmy w ramach kampanii „Dom to praca”.

Autorka tych słów należy do osób, które nie nabędą praw emerytalnych, gdyż przez większość życia pełnoetatowo, nieodpłatnie pracują w domu. Zajmują się wychowaniem dzieci lub opieką nad osobami starszymi. GUS podaje, że to 1,46 mln kobiet oraz 0,17 mln mężczyzn. 9% dorosłych Polek oraz 1% Polaków. Ostatnio Kancelaria Prezydenta zwróciła się do Narodowej Rady Rozwoju o nadsyłanie pomysłów na inicjatywy legislacyjne. „Pan Prezydent chciałby je móc wykorzystywać w miarę potrzeb i sytuacji politycznej w kraju”. Przesłaliśmy więc do NRR pomysł objęcia systemem emerytalnym docelowo wszystkich osób pracujących w domu, a w pierwszej kolejności małżeństw, w których jedno ze współmałżonków wykonuje pracę opiekuńczą na rzecz członka swojego gospodarstwa domowego (dziecko do lat siedmiu, osoba niepełnosprawna, osoba starsza), poprzez podział składki emerytalnej osoby wykonującej pracę zarobkową na pół. Czy prezydent Andrzej Duda wsłucha się w głos Polek bez emerytury? Liczę, że tak, wszak sam mówił: „Zajmowanie się rodziną, dziećmi, domem to także jest praca. To nie są kobiety, które leżą i nic nie robią. To są kobiety, które zajmują się domem, poświęcają więcej troski swoim najbliższym, pielęgnują funkcjonowanie rodziny i to jest ich wybór”. Wybór dla dobra wspólnego.

Rafał Górski

Artykuł jest dostępny na stronie internetowej „Tygodnika wprost” .