„NIE MAMY NIC DO POWIEDZENIA!”, „Pani prezydent Hanna Zdanowska spotkała się z nami jeden raz od 2010 r.”, „Chodzi o więzi społeczne, których nie zapewni budżet obywatelski.” To głosy uczestników debaty „Rady osiedla – zlikwidować czy wzmocnić?”, którą zorganizowaliśmy w czerwcu w ramach inicjatywy Łodzianie decydują. Chcieliśmy sprowokować do refleksji nad działalnością rad osiedli. Dla przypomnienia – rady są ustawowo jednostkami pomocniczymi gminy, łącznikami między urzędem miasta a mieszkańcami.

Rady w Łodzi, podobnie jak w innych miastach, są z jednej strony lekceważone i niedoceniane przez lokalne władze, z drugiej zaś strony uczestnicy debaty zwracali uwagę, że nie ma wystarczającej kontroli nad radami osiedli, brakuje sprawozdawczości dostępnej dla mieszkańców. Na 36 rad osiedli w Łodzi tylko kilka ma strony internetowe. Wstyd, że trzecie co do wielkości miasto w Polsce nie jest w stanie zapewnić sprawnej infrastruktury komunikacyjnej społecznikom. Akcentowany był też brak zainteresowania działaniami rad ze strony mediów. Jak wzmocnić rady? Po pierwsze przyznać środki finansowe pozwalające na zatrudnienie minimum jednej osoby na cały etat. Zarządzanie wymaga czasu, nie wszystko da się zrobić społecznie. Po drugie urząd ma zapewnić radom infrastrukturę komunikacyjną. Po trzecie prezydent Zdanowska obowiązkowo powinna spotykać się z radami minimum raz na pół roku. Jak wprowadzić te zmiany? Lech Mergler z Kongresu Ruchów Miejskich udzielił dobrej wskazówki: „Macie iść i żądać od władz miasta. A Wy płaczecie, że urząd was olewa. Jeśli ktoś ustawia się w pozycji proszącego, to tak jest traktowany! W Poznaniu walka o wzmocnienie rad osiedli trwała 10 lat”. Od siebie dodam, że warto łączyć siły. Porozumienie łączące kilkadziesiąt rad ma większą moc niż działanie w pojedynkę. Zapraszam do współpracy.

Rafał Górski

Artykuł znajduje się na stronie internetowej „Tygodnika Wprost”.