„Niebezpieczna ustawa dla jawności życia publicznego. Bez wniosków o dostęp do informacji publicznej afera reprywatyzacyjna mogłaby nie wybuchnąć” – to słowa Jana Śpiewaka o ustawie o jawności życia publicznego, której założenia przedstawił w zeszłym tygodniu minister Mariusz Kamiński. Już ten komentarz powinien wzbudzić czujność u wszystkich, którym zależy na walce z przekrętami.

W ustawie są dobre i złe zmiany. Dobrą jest np. ochrona sygnalistów, czyli ludzi, którzy ujawniają opinii publicznej łamanie prawa czy korupcję.

Przykład mobbingu – wszyscy w urzędzie wiedzą, co się dzieje. Ale jak znajdzie się ktoś odważny i pójdzie na przykład do sądu, wtedy nagle nikt z kolegów i koleżanek nie chce zeznawać. Co więcej, pod presją władzy i grupy nagle odsuwają się od tego, który zareagował i powtarzają, że to świr i oszołom. Przez to walka z mobbingiem jest nieskuteczna. Tak naprawdę ten, który zareagował, to bohater. Należy mu się nie tylko ochrona przed zemstą przestępców, ale także nagroda. Powinna za nim w takiej sytuacji stanąć cała siła i władza państwa

– zauważa Krzysztof Korzempa z Polskiej Fundacji Przeciwko Nepotyzmowi. Są też jednak w ustawie rozwiązania złe lub budzące poważne zastrzeżenia.

Najistotniejsze z nich to uzależnienie udostępnienia informacji od wniesienia opłaty oraz artykuł, który wprowadza przesłankę ograniczenia prawa do informacji, kiedy wniosek składamy w sposób „uporczywy” oraz że jego realizacja „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. Ocena, czy tak jest, zależałaby tylko od urzędu, ustawa nie definiuje tego w żaden sposób. W świetle projektowanych przepisów prowadzenie inicjatywy społecznej takiej jak „Obywatele KOntrolują” stałoby się po prostu niemożliwe. Nie dysponujemy finansami niezbędnymi do wnoszenia opłat za informację. Zdarzało się też, że do jednej instytucji wysyłaliśmy kilkanaście wniosków w tej samej sprawie, po coraz bardziej absurdalnych odmowach udostępnienia informacji. Czy to już „uporczywość”? Zapewne. Po wprowadzeniu nowej ustawy skuteczne patrzenie władzy na ręce pozostanie poza zasięgiem obywateli. I może o to właśnie chodzi?

– to z kolei komentarz Pauliny Loty z Instytutu Spraw Obywatelskich.

Minister Kamiński zaprasza organizacje społeczne na konsultacje dotyczące projektu ustawy. Odbędą się one 6 listopada. Zapewne diabeł tkwi w szczegółach. Żeby się im przyjrzeć, trzeba mieć czas. Niestety, obywatele mają tylko 6 dni (!) roboczych na przygotowanie swoich opinii…

Rafał Górski