21 września weszła w życie część handlowa unijno-kanadyjskiej umowy CETA. W kolejce czeka część inwestycyjna, czyli zapisy chroniące interesy zagranicznych korporacji. Do ratyfikacji pełnej wersji CETA potrzebne są zgody parlamentów narodowych krajów UE. W polskim Sejmie będzie potrzebne 2/3 głosów czyli… koalicja PO i PiS.

Przypomnę. Kiedy trwały negocjacje CETA w latach 2009-2014, ani PiS, ani PO nie protestowały. Mimo że negocjatorzy w porozumieniu z korporacjami zawarli w umowie mechanizm ISDS, który dawał korporacjom możliwość zaskarżania Polski do prywatnych trybunałów arbitrażowych. Tylko dzięki masowym protestom obywateli ISDS został wycofany. Elity pasożytnicze dokonały drobnej reformy – zastąpiły go systemem sądów ds. inwestycji (ISC).

„W ramach dalszych reform ma zostać stworzony tzw. Wielostronny Sąd Inwestycyjny (ang. Multilateral Investment Court – MIC). Teoretycznie ma poprawić niektóre przepisy dotyczące przywilejów korporacji, ale de facto stanowi nowe, ogromne zagrożenie. Zwolennicy „wolnego” handlu chcą bowiem, aby powstała nowa instytucja międzynarodowa, która ma zajmować się właśnie tylko tym – zapewnieniem ochrony inwestorów, ale bez zapewnienia ochrony państw i społeczeństw przed inwestorami. Wyrósł więc nowy potwór, z którym przyjdzie nam walczyć” – zauważa Marcin Wojtalik, ekspert INSPRO, członek zarządu Instytutu Globalnej Odpowiedzialności.

Tematem pominiętym w debacie publicznej jest wpływ współpracy regulacyjnej w CETA na proces stanowienia prawa w UE. Obniżka ceł w unijno-kanadyjskiej umowie to tylko zasłona dymna. Przede wszystkim chodzi o możliwość modyfikacji procesu wdrażania regulacji. A ludzkim językiem, chodzi o większą władzę w UE urzędników od handlu. Chodzi też o wpływ na treść regulacji, np. dotyczących żywności. Przykładowo w CETA mamy zapisy o dialogu dotyczącym kwestii z zakresu dostępu do rynku biotechnologii. Zgodnie z tym zapisem, dialog dwustronny między UE a Kanadą będzie w przyszłości dotyczył „zatwierdzania produktów biotechnologicznych na terytorium Stron”. Witamy GMO.

31 października 2016 roku zadałem posłowi Dominikowi Tarczyńskiemu pytanie na Twitterze: „Panie pośle, proszę o informację, gdzie znajdę stanowisko PiS ws. aktualnie negocjowanej umowy TiSA?”. Chodzi o negocjowaną od 2013 roku umowę, której wejście w życie ma ułatwić prywatyzację usług publicznych, np. telekomunikacyjnych, transportowych, energetycznych. Do dziś odpowiedzi od posła nie otrzymałem. Tak więc tak wygląda pilnowanie Polski…

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru „TS” (40/2017) do kupienia w wersji cyfrowej na stronie „Tygodnika Solidarność”.