Ostatnio podpisałem apel do wicepremiera Mateusza Morawieckiego o rozszerzenie systemu opłat drogowych viaTOLL oraz wprowadzenie norm emisyjnych i paliwowych dla samochodów ciężarowych. Dlaczego? Bo wkurza mnie, że 100 proc. tras klejowych jest objętych opłatami za przejazd, podczas gdy zaledwie 1 proc. dróg publicznych znajduje się w systemie viaTOLL.

Upraszczając, pociągi płacą za każdy kilometr użytkowanych torów, a ciężarówki za znikomy fragment przejechanych dróg. Sto do jednego to zdumiewająca dysproporcja. Nikogo nie dziwi, że przewoźnicy kolejowi ponoszą opłaty. Wszyscy uważają to za normalne. Jednocześnie „elity” i obywatele są zdziwieni, dlaczego kolej wygląda, jak wygląda. Uważam, że takie same zasady powinny obowiązywać przewoźników transportu drogowego.

Komisja Europejska proponuje wprowadzenie dwóch zasad: „korzystający płaci” i „zanieczyszczający płaci”. System poboru opłat powinien więc uwzględniać faktyczną liczbę przejechanych kilometrów i ilość zanieczyszczeń emitowanych przez ciężarówkę.
Wydatki na działania inwestycyjne, proces odnowy i utrzymanie sieci drogowej w 2015 roku sięgnęły aż 8,7 miliarda złotych. Według Instytutu Badawczego Dróg i Mostów jeden TIR niszczy drogę w podobnym stopniu co 160 tysięcy samochodów osobowych, co wpływa na znaczny wzrost kosztów utrzymania i remontu nawierzchni. „Uważamy, że należy rozszerzyć system viaTOLL i wprowadzić opłaty dla samochodów ciężarowych, co pomoże utrzymać drogi w lepszym stanie niż są obecnie” – zauważa Piotr Skubisz z Instytutu Spraw Obywatelskich (INSPRO).

Rozszerzenie systemu viaTOLL może zapewnić dodatkowe wpływy do budżetu państwa. W Polsce środki z opłat drogowych są przekazywane są do Krajowego Funduszu Drogowego (KFD). W 2015 roku wpływy z tego tytułu wynosiły około 1,55 miliarda złotych, podczas gdy samo finansowanie systemu poboru opłat za przejazd kosztowało prawie 358 milionów złotych. Warto dodać, że KFD odpowiada m.in. za gromadzenie środków finansowych na budowę i przebudowę tras krajowych.

Apel, który podpisałem, dotyczy również wprowadzenia norm emisyjnych i paliwowych dla samochodów ciężarowych. Stanowią one niecałe 5 proc. pojazdów, a odpowiadają za aż 30 proc. emisji CO2 z całego transportu drogowego w Unii Europejskiej oraz 5 proc. wszystkich emisji CO2. Niestety, producenci ciężarówek przywiązują większą wagę do zwiększania osiągów i mocy silnika niż zmniejszania zużycia paliwa, które od dziesięcioleci pozostaje bez zmian…
Czy dobra zmiana w końcu ich obejmie?

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru „TS” (23/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej na stronie „Tygodnika Solidarność”.